Mimo jakiegoś już tam stażu pobytowego za tą zagramanicą cała nasza rodzina wiecznie tęskniąca do ojczyzny łona. I w związku z tym, co pewien czas absolutnie jakaś nasza noga musi na polskiej ziemi stanąć. Teraz stawa noga Pierwszorodnego ,a właściwie nogi dwie, bo jak by jedna to może byłoby taniej
- spieszy się Panu gdzieś?
- nie, dlaczego?
- a bo na czerwonym pan przeszedł?
- tak?
- tak. Dowodzik prosimy.
Na nic tłumaczenie, że nic nie jechało i ,że w kraju nad Tamizą jak nic nie jedzie to się na czerwonym przechodzi i to przechodzenie nie stanowi.
Jak nic Władza w ilości dwóch, z wielką uprzejmością zakomunikowała, że podaje bilecik i w imieniu ojczyzny prosi na konto takie to, a takie sto złotych polskich.
Trudno. Poszło dziecię przygarbione pokutą dalej i za circa about trzysta metrów przechodzi przez ulicę i kątem oka w połowie jezdni widzi troszeczkę dalej zatrzymujący się radiowozik i panów niebieskich, a jakże dwóch
- Spieszy się panu gdzieś, że na czerwonym musi pan przechodzić?
A reszta?... nuda panie, powtórka z rozrywki.
Wszystko w Polsce drożeje ale żeby i spacery też?
blog absolutnie niepoważny i bez sensu, czytać na własną odpowiedzialność, pretensji nie wnosić
wtorek, 17 kwietnia 2012
sobota, 14 kwietnia 2012
Żona Lota
Spotkałam dzisiaj w sklepie dziewczynę, którą poznałam trzy lata temu w szkole. Rumunka- Mugurel. Bardzo sympatyczna, wesoła kobitka, mama dwójki dzieci, barmanka w pubie.
Tak się nawet onegdaj zdarzyło, że pomogłam jej na egzaminie językowym i od tej pory zawsze, jak się gdzieś tam trafimy, to uprzejmościom nie ma końca.
Nie widziałam jej chyba... z pół roku?- aż do dzisiaj. I jak zawsze uśmiechy, uściski, jak się masz, co słychać i moje, na jej widok, serdeczne gratulacje, że jest w kolejnej ciąży. A ona mi na to, że nie jest w ciąży tylko trochę przytyła.
Nie wiem jak wyglądała żona Lota zamieniona w słup soli ale wiem, co poczuła, bo ja podobnie jak ona, zesztywniałam cała i normalnie chciałam sobie sama tymi sztywnymi rękami język wyrwać z tej niewyparzonej gęby.
Prześwietny Pierwszy Małżonek, obecny obok, prawie leżał ze śmiechu pod półkami sklepowymi, a ja pragnęłam, żeby natychmiast nastąpił koniec świata. Nie nastąpił.
Tak się nawet onegdaj zdarzyło, że pomogłam jej na egzaminie językowym i od tej pory zawsze, jak się gdzieś tam trafimy, to uprzejmościom nie ma końca.
Nie widziałam jej chyba... z pół roku?- aż do dzisiaj. I jak zawsze uśmiechy, uściski, jak się masz, co słychać i moje, na jej widok, serdeczne gratulacje, że jest w kolejnej ciąży. A ona mi na to, że nie jest w ciąży tylko trochę przytyła.
Nie wiem jak wyglądała żona Lota zamieniona w słup soli ale wiem, co poczuła, bo ja podobnie jak ona, zesztywniałam cała i normalnie chciałam sobie sama tymi sztywnymi rękami język wyrwać z tej niewyparzonej gęby.
Prześwietny Pierwszy Małżonek, obecny obok, prawie leżał ze śmiechu pod półkami sklepowymi, a ja pragnęłam, żeby natychmiast nastąpił koniec świata. Nie nastąpił.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Jeśli czwartek to jesteśmy
na ... targu. W sąsiedniej wsi w czwartki jest targ. Nijak ma się do polskiego targu z mnóstwem warzyw i owoców sezonowych i badziewia wszelakiego ale i tak go lubię. Można na nim kupić różne produkty typu -jajka od szczęśliwej kury czy nawet samą szczęśliwą kurę, którą właściwie szczęście opuściło na chwilę przed przybyciem na targ. Jest też masełko z pobliskiej farmy, tłuste mleko, sery wszelakie, pieczywo, ciasta i różne wyroby okolicznych rzeźników.
A najfajniejsze jest to, że owoce i warzywa nie są sprzedawane na wagę tylko na miski.
Ile się do miseczki zmieści.
Opanowałam patent kupowania na tym targu, bowiem jak się jedzie z rana to do miseczki za funta mieszczą się 4 grapefruity, albo kalafior i kapustka. A jak się jedzie w okolicy południa do do tej samej miski za funta wchodzi 6 grapefruitów i na przykład 2 kapustki i kalafior, czy dwa pęczki szparagów, trzy ogórki zielone i tym podobne.
A, że jestem przebiegła, występna i zdradziecka to dzisiaj za przysłowiową dychę zdrowo, w sensie dosłownym i przenośnym się obłowiłam, o!
A najfajniejsze jest to, że owoce i warzywa nie są sprzedawane na wagę tylko na miski.
Ile się do miseczki zmieści.
Opanowałam patent kupowania na tym targu, bowiem jak się jedzie z rana to do miseczki za funta mieszczą się 4 grapefruity, albo kalafior i kapustka. A jak się jedzie w okolicy południa do do tej samej miski za funta wchodzi 6 grapefruitów i na przykład 2 kapustki i kalafior, czy dwa pęczki szparagów, trzy ogórki zielone i tym podobne.
A, że jestem przebiegła, występna i zdradziecka to dzisiaj za przysłowiową dychę zdrowo, w sensie dosłownym i przenośnym się obłowiłam, o!
środa, 11 kwietnia 2012
Żelazna nudna dama
Ludzie, no dawno się tak nie wynudziłam. O czym jest ten film? A właściwie o czym nie jest?
- nie jest o biografii Margaret Thatcher tak w ogóle
- nie jest o rządach Żelaznej Damy
- nie jest o jej dochodzeniu do władzy
- nie jest o jej życiu teraz
jest jakimś nieudolnym przedstawieniem tego, o czym nikt tak naprawdę nie wie jak wygląda, czyli o tym, co ludzie z Alzheimerem przeżywają po drugiej stronie lustra.
Ciągnie się jak flaki w oleju. Banalizuje i totalnie spłyca retrospekcję o tej bodajże najciekawszej kobiecie-polityku powojennej Europy.
Oglądałam w czterech częściach, bo przerwy były konieczne z racji tego, że po 10 minutach zasypiałam, tudzież Prześwietny Pierwszy Mąż także. Wypiłam morze herbaty, przegryzałam paluszkami i własnymi pacami, a na koniec wypiłam drinka , bo stwierdziłam, że na trzeźwo tego nie rozbiorę. Dobrze, że nie często zdarzają się takie nudy wsród filmów nagradzanych, bo człowiek gotowy wpaść w alkoholizm.
Jedno trzeba tej produkcji oddać - charakteryzacja jest znakomita, gra Meryl także ale nijak nie jest to postać Oskarowa, bo nie ma w niej tego porywającego czegoś, a Streep jak powszechnie wiadomo potrafi zagrać nawet krzesło, więc nagrody nie rozumiem. Może chodziło o poprawność polityczną.
Dawno się tak nie rozczarowałam. Słaby film o silnej kobiecie. Szkoda. Zdecydowanie nie polecam.
- nie jest o biografii Margaret Thatcher tak w ogóle
- nie jest o rządach Żelaznej Damy
- nie jest o jej dochodzeniu do władzy
- nie jest o jej życiu teraz
jest jakimś nieudolnym przedstawieniem tego, o czym nikt tak naprawdę nie wie jak wygląda, czyli o tym, co ludzie z Alzheimerem przeżywają po drugiej stronie lustra.
Ciągnie się jak flaki w oleju. Banalizuje i totalnie spłyca retrospekcję o tej bodajże najciekawszej kobiecie-polityku powojennej Europy.
Oglądałam w czterech częściach, bo przerwy były konieczne z racji tego, że po 10 minutach zasypiałam, tudzież Prześwietny Pierwszy Mąż także. Wypiłam morze herbaty, przegryzałam paluszkami i własnymi pacami, a na koniec wypiłam drinka , bo stwierdziłam, że na trzeźwo tego nie rozbiorę. Dobrze, że nie często zdarzają się takie nudy wsród filmów nagradzanych, bo człowiek gotowy wpaść w alkoholizm.
Jedno trzeba tej produkcji oddać - charakteryzacja jest znakomita, gra Meryl także ale nijak nie jest to postać Oskarowa, bo nie ma w niej tego porywającego czegoś, a Streep jak powszechnie wiadomo potrafi zagrać nawet krzesło, więc nagrody nie rozumiem. Może chodziło o poprawność polityczną.
Dawno się tak nie rozczarowałam. Słaby film o silnej kobiecie. Szkoda. Zdecydowanie nie polecam.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Nauka nie idzie w las
Właśnie uciekł mi kilometrowy post:(. Snaczy się był do chrzanu, a o chrzanie właśnie był. Nie mam siły popełnić go od nowa. Może jutro?
Napiszę tylko, że somisiadka Lucy schudła zasadniczo i teraz nie wiem
a) ze szczęścia, że się tego Nieciekawego pozbyła?
b) ze smutku, że Nieciekawy poooszedł?
c) ze ćwiczeń, co Nieciekawy uprawiał
d) z całokształtu
Lucy, przestań się odchudzać, bo mnie zazdrość zżera, a mnie się za cholerę nie chce i nawet wypad do Polski mnie nie motywuje, bo trza by schudnąć w miesiąc! Bedzie trudno:(
Napiszę tylko, że somisiadka Lucy schudła zasadniczo i teraz nie wiem
a) ze szczęścia, że się tego Nieciekawego pozbyła?
b) ze smutku, że Nieciekawy poooszedł?
c) ze ćwiczeń, co Nieciekawy uprawiał
d) z całokształtu
Lucy, przestań się odchudzać, bo mnie zazdrość zżera, a mnie się za cholerę nie chce i nawet wypad do Polski mnie nie motywuje, bo trza by schudnąć w miesiąc! Bedzie trudno:(
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Jak przystało na lany poniedziałek - leje. Właściwie to dobrze, bo tutaj
nikt nie wie, co to Śmigus Dyngus, więc chociaż niebiesia podpowiadają.
Szkoda tylko tych pucowanych z wielkim nabożeństwem ( wątek religijny )
w Wielką Niedzielę samochodów i tego prania, co od wczoraj suszy się w
ogrodach.
Prasa brytyjska podaje, że w przeprowadzonym wśród część społeczeństwa deklarującej się jako chrześcijańska sondażu na temat wiedzy o Wielkanocy, pięćdziesiąt procent kompletnie nie wie, co świętuję i dlaczego te właśnie dni są dniami wolnymi od pracy.
I tak z ankiety wynika, że:
... Wielki Piątek ma coś wspólnego z zającami, Piłat był uczniem Jezusa, że Zbawiciel został zdradzony przez Mojżesza, Piotra, własnego brata czy nawet grupę rockową Judas Priest. A wszystko działo się w Londynie, Betlejem lub w Babilonie.
Dodać trzeba, że w tutejszych szkołach jest prowadzony przedmiot "edukacja religijna". Co oczywiście nie stanowi.
W polskim kościele, jak zawsze mimo świeceń pokarmów, co godzina, tłok był niemiłosierny i widać, że najważniejszy jest wielkanocny folklor mający niewiele wspólnego z religią, niż sama religia.
Nie ma się co czarować- laicyzacja społeczeństw widoczna jest gołym okiem i chyba nic tego nie zatrzyma.
A teraz kawa i serniczek.
Prasa brytyjska podaje, że w przeprowadzonym wśród część społeczeństwa deklarującej się jako chrześcijańska sondażu na temat wiedzy o Wielkanocy, pięćdziesiąt procent kompletnie nie wie, co świętuję i dlaczego te właśnie dni są dniami wolnymi od pracy.
I tak z ankiety wynika, że:
... Wielki Piątek ma coś wspólnego z zającami, Piłat był uczniem Jezusa, że Zbawiciel został zdradzony przez Mojżesza, Piotra, własnego brata czy nawet grupę rockową Judas Priest. A wszystko działo się w Londynie, Betlejem lub w Babilonie.
Dodać trzeba, że w tutejszych szkołach jest prowadzony przedmiot "edukacja religijna". Co oczywiście nie stanowi.
W polskim kościele, jak zawsze mimo świeceń pokarmów, co godzina, tłok był niemiłosierny i widać, że najważniejszy jest wielkanocny folklor mający niewiele wspólnego z religią, niż sama religia.
Nie ma się co czarować- laicyzacja społeczeństw widoczna jest gołym okiem i chyba nic tego nie zatrzyma.
A teraz kawa i serniczek.