Prześwietny Pierwszy Mąż zachorzał. Dawno. Na początku marca. Zachrypił, zakatarzył, zakaszlał i za cholerę mu nie przeszło. Najpierw nie przeszło przez tydzień, a potem przez kolejne 10 dni. Nie żebym się przejmowała ale kiedy cykliczne chrapanie przeszło w permanentne, a gorączka rozgrzewała łóżko niczym termofor, ocieplając mi bezskuteczne godziny oczekiwania na sen, powiedziałam dość. Do lekarza!
Zadzwoniliśmy do Przychodni i miła Pani po krótkim wywiadzie powiedziała, że nie widzi potrzeby zawracania głowy lekarzowi katarem i jakimś tam kaszlem ale jak tak się upieramy to i owszem lekarza można będzie zobaczyć w połowie kwietnia, za to siostra wszechwiedząca przyjmie nas już jutro w godzinach około późnych, jeśli oczywiście nadal uparcie scemy.
Ścieliśmy.
Rano Mążu stracił głos całkowicie. Jak by nie patrzeć były tego jakieś plusy ale jednak więcej minusów, bo wszystko powtarzałam dwa razy ,a odpowiedzi i tak się nie doczekałam. Jednak udało nam się na migi i za pomocą rysunków, wspólnie ustalić, że nie ma na co czekać, trza zacząć brać antybiotyk, który w domu jest.
Ja ustalili tak zrobili. Prześwietny Pierwszy w godzinach popołudniowych z nagła oddalił się w niebyt. Zarzuciłam tedy te zwłoki na ramię. Wrzuciłam na tylne siedzenie samochodu i w drogę.
Wizyta u siostry wielokrotnie przełożonej albo i nawet tylko raz, była krótka i nader owocna. Jak zwalone zwłoki zobaczyła, bo jak wiadomo usłyszeć już nie miała szans, to zawyrokowała - musi Ci być do aktu zgonu doktor! Pani przywiezie TO jeszcze raz jutro. Czas i miejsce akcji pozostają bez zmian, czyli tutaj w godzinach afternoon tea.
Cóż było robić. Kolejną noc spędziłam na czuwaniu, majątek omdlałą ręką kazałam zapisać pobliskiemu Charity, a gromnicy, na wszelki wypadek, cały czas nie wypuszczałam z rąk. I tak doczekaliśmy świtu, a później tych godzin około-nocnych.
Lekarzy był niebrzydki. Z tych, co to podobają i mi się coraz młodsi. Zaczął od tego, że nie wolno się samemu leczyć antybiotykiem tylko najpierw w takim stanie należy przyjść do niego. To mu mówię, że teoretycznie to się zgadzam ale praktycznie jest połowa marca, Połowica chora już ponad 2 tygodnie, a do niego, to przyjść dane by na było w połowie kwietnia, to już chyba tylko po te tabletki na depresje, po utracie najbliższego członka rodziny.
Doktor się roześmiał, coś tam zakombinował o procedurach NHS ale też zakręcił się, pozaglądał, postukał, posłuchał i kazał... antybiotyk brać, a potem zgłosić się po kolejną dawkę. Zrobić RTG płuc, wymaz z gardła, krwi upuścić, do rureczki nasiusiać ....
Mija prawie miesiąc. Jest ciut lepiej.
blog absolutnie niepoważny i bez sensu, czytać na własną odpowiedzialność, pretensji nie wnosić
wtorek, 5 kwietnia 2016
środa, 9 marca 2016
Jeśli jest się w roczniku do którego teoretycznie trzeba już dopłacać, to nic nie szkodzi na przeszkodzie aby przyznać się do tego, że podobają nam się coraz młodsi chłopcy i wcale nie o wnuki własne chodzi ( tych niestety brak ).
Na razie przyzwoitość nakazuje mi nieoglądanie się za takimi na ulicy ale w zaciszu domowy? Kto bogatemu zabroni? Toteż dzielnie oddaję się sztuce filmowej, gdzie takowych można spotkać na wyciągniecie ręki, a właściwie ekranu.
Dla równie zboczonych jak ja, polecam "Zanim się rozstaniemy" i brytyjski serial "Poldark".
Chopy tam grają takie ( jeden nomen omen naprawdę ), że buty spadają i jak by kto chciał taki bucik nabyć, a Prześwietny Pierwszy Mąż, z brwią uniesioną zapytał Was, po co Wam kolejna para, to powiedzcie, że historia Kopciuszka jest dowodem na to, że nowa para butów potrafi nie tylko ucieszyć ale odmienić całe życie.
Na razie przyzwoitość nakazuje mi nieoglądanie się za takimi na ulicy ale w zaciszu domowy? Kto bogatemu zabroni? Toteż dzielnie oddaję się sztuce filmowej, gdzie takowych można spotkać na wyciągniecie ręki, a właściwie ekranu.
Dla równie zboczonych jak ja, polecam "Zanim się rozstaniemy" i brytyjski serial "Poldark".
Chopy tam grają takie ( jeden nomen omen naprawdę ), że buty spadają i jak by kto chciał taki bucik nabyć, a Prześwietny Pierwszy Mąż, z brwią uniesioną zapytał Was, po co Wam kolejna para, to powiedzcie, że historia Kopciuszka jest dowodem na to, że nowa para butów potrafi nie tylko ucieszyć ale odmienić całe życie.
piątek, 4 marca 2016
Suma wszystkich strachów, czyli czekamy czy nas zwolnią z pracy, czy nie.
Jak zwolnią to zostanę na utrzymaniu mężu. Mężu jeszcze nie wie jakie go szczęście spotkać może ale przecież nie możemy mu zepsuć niespodzianki. No i ile w końcu można pracować?
A tymczasem bardziej od strachów pracowych z sił nas odziera, strach dentystyczny. Nie przed samym dentystą ale przed kwotą, którą zaoferował za zlikwidowanie upierdliwego bólu. Na razie poszedł po taniości i dał antybiotyk. Antybajotyk zeżarłam jak Pan Bóg i doktor przykazał, a ząb jakby miał to w głębokim poważaniu. Daje znać, że jest i tak łatwo się nie podda. I co tu robić Droga Redakcjo?
Jak zwolnią to zostanę na utrzymaniu mężu. Mężu jeszcze nie wie jakie go szczęście spotkać może ale przecież nie możemy mu zepsuć niespodzianki. No i ile w końcu można pracować?
A tymczasem bardziej od strachów pracowych z sił nas odziera, strach dentystyczny. Nie przed samym dentystą ale przed kwotą, którą zaoferował za zlikwidowanie upierdliwego bólu. Na razie poszedł po taniości i dał antybiotyk. Antybajotyk zeżarłam jak Pan Bóg i doktor przykazał, a ząb jakby miał to w głębokim poważaniu. Daje znać, że jest i tak łatwo się nie podda. I co tu robić Droga Redakcjo?
piątek, 19 lutego 2016
Jak trwoga to do bloga.
Siedze se ja i se myślę, trza szyki zwierać, przyjaciół odnajdywać ( wrogi wciąż na czuwaniu ), kontakty odświeżać! Bo, co ja biedy żuczek albo inny biały miś zrobię jak mnie ten Cameron z ty Anglii wywali? Przyjdzie do "Bydgoszczy jeździć a tu nie kupować! I proszę, niech mnie umieszcza w swojej gablocie."
Zośki nie chcemy! Już widzę te transparenty.
Oby tylko wizę wjazdową wydali, bo okrutnie będę tęsknić. Nie żeby za Królową, za deszczem ulewnym, błotem, wilgocią , grzybem, tfu służbą zdrowia ale za dziećmi własnemi, no i za fish and chips, bo strasznie to śmierdzące dziadostwo lubię. Koniecznie takie z papieru. Cała nadzieja w Tusku. W telewizji pokazywali.
A jak nie to do Germanii się przeniosę. Wprawdzie nadal w pamięci, że Niemiec pluł nam w twarz ale tam już też są nasi i dzielnie sobie radzą o czym światowe media donoszą!
Siedze se ja i se myślę, trza szyki zwierać, przyjaciół odnajdywać ( wrogi wciąż na czuwaniu ), kontakty odświeżać! Bo, co ja biedy żuczek albo inny biały miś zrobię jak mnie ten Cameron z ty Anglii wywali? Przyjdzie do "Bydgoszczy jeździć a tu nie kupować! I proszę, niech mnie umieszcza w swojej gablocie."
Zośki nie chcemy! Już widzę te transparenty.
Oby tylko wizę wjazdową wydali, bo okrutnie będę tęsknić. Nie żeby za Królową, za deszczem ulewnym, błotem, wilgocią , grzybem, tfu służbą zdrowia ale za dziećmi własnemi, no i za fish and chips, bo strasznie to śmierdzące dziadostwo lubię. Koniecznie takie z papieru. Cała nadzieja w Tusku. W telewizji pokazywali.
A jak nie to do Germanii się przeniosę. Wprawdzie nadal w pamięci, że Niemiec pluł nam w twarz ale tam już też są nasi i dzielnie sobie radzą o czym światowe media donoszą!
środa, 20 stycznia 2016
wtorek, 25 listopada 2014
Świat nie przestaje mnie zadziwiać. Prześwietny Pierwszy Mąż był dzisiaj świadkiem, kiedy to Polak nie chciał być Polakiem. W rubryce nationality grzecznie, acz stanowczo, dobrym angielskim prosił aby nie pisać, że On z kraju nad Wisłą.
Pani, więc pyta co w takim razie ma wpisać, czy może ma jakieś inne. Nie, nie ma ale ma nie być, że jest Polak i już.
Mój stracił do niego serce już na wstępie.
Dobrze, że w zęby mu nie dał, a dzień cały prawie z nim spędzić musiał oprowadzając i tłumacząc to i owo. Do końca dnia nie dowiedział się, czy w języku Reja synek jeszcze poradzi, czy już zupełnie nie. I nawet nie miał za bardzo chęci tego sprawdzać.
Smród i niesmak pozostał.
Pani, więc pyta co w takim razie ma wpisać, czy może ma jakieś inne. Nie, nie ma ale ma nie być, że jest Polak i już.
Mój stracił do niego serce już na wstępie.
Dobrze, że w zęby mu nie dał, a dzień cały prawie z nim spędzić musiał oprowadzając i tłumacząc to i owo. Do końca dnia nie dowiedział się, czy w języku Reja synek jeszcze poradzi, czy już zupełnie nie. I nawet nie miał za bardzo chęci tego sprawdzać.
Smród i niesmak pozostał.
piątek, 24 października 2014
Przyjechało dziecko. Jakieś inne. Zmienione. Dorosłe. Samodecydujące. Trudno się z tym pogodzić ale tak już zostanie.
Pewien rozdział został zamknięty na zawsze.
Najgorsze jest to, że coraz gorzej mówi po polsku. Mieszkanie poza domem robi swoje. Chyba go zleję. Pasem. I nakażę codzienne czytanie polskich książek przez godzinę.
W pracy rozmawiają dwie dziewczyny. Polka i Angielka. Polka narzeka, że jej roczny pies jest niegrzeczny, w ogóle jej nie słucha.
Angielka pyta - a w jakim języku mówisz do psa? Ta odpowiada, że po polsku. No to co się dziwisz! Przecież to jest angielski pies, tu urodzony. On cię po prostu nie rozumie.
Pewien rozdział został zamknięty na zawsze.
Najgorsze jest to, że coraz gorzej mówi po polsku. Mieszkanie poza domem robi swoje. Chyba go zleję. Pasem. I nakażę codzienne czytanie polskich książek przez godzinę.
W pracy rozmawiają dwie dziewczyny. Polka i Angielka. Polka narzeka, że jej roczny pies jest niegrzeczny, w ogóle jej nie słucha.
Angielka pyta - a w jakim języku mówisz do psa? Ta odpowiada, że po polsku. No to co się dziwisz! Przecież to jest angielski pies, tu urodzony. On cię po prostu nie rozumie.