piątek, 10 czerwca 2016

 Burza była. Chyba pierwsza prawdziwa burza jak długo tu mieszkam. Taka na zewnątrz . Powietrzna. Naturalna. Przyrodnicza. Konieczna do oczyszczenia powietrza. Ta wewnętrzna nadal się we mnie kotłuje i nie ma ujścia. Strasznie mnie wierci i uwiera. Boję się, że zamieni się w trąbę powietrzną, a wtedy zamiecie wszystko.
Ślimaki uprawiają karawaning. Przemieszczają się swoimi lawetami po całym ogrodzie. Tu chwilkę pobiwakują, tam na ruszcik wrzucą maciejkę albo dajmy na ten przykład groszek pachnący i dalej w drogę. Ogrodowy jeż z listem gończym za pasem, co rusz niby łapie przestępców na gorącym uczynku, niby wykonuje natychmiastowo karę śmierci ale i tak gangi poślizgowców mnożą się na potęgę niczym szarańcza.
A tymczasem lud pogański oczekuje na BREXIT czyli exit?

1 komentarz:

Truskawka pisze...

u nas też była burza. Grzmiało i moja córcia 3 i pół- letnia nauczyła się słowa ''grzmot''
Szkoda, że slimory grzmotów się nie boją.

Prześlij komentarz